Rozdział III

                                                               Rozdział III ( autorzy : klasa II PSP)

Przetarłem jeszcze raz oczy i uważnie spojrzałem w dal. Faktycznie w oddali było coś na kształt furtki, całkiem starej trzymającej się na jednym zawiasie i stary płot.

Słońce wyszło znad horyzontu i zaglądało do naszej kryjówki, oświetlając jej wnętrze. Pod ścianą jaskini, w której schroniliśmy się przed burzą zobaczyłem worek ziemniaków i cebuli. Jak wielkie było moje zdziwienie z tego znaleziska.

- A może to nie jaskinia ? – pomyślałem.

U mojego boku spała moja siostra, trzymając w ręku swojego różowego smartfona, co jakiś czas coś mamrotała i przez chwilę wydawało mi się, że powiedziała przez sen:

– Zasięg, gdzie jest ten zasięg. Wyglądało to bardzo komicznie, bo przy tym unosiła to w górę to bok rękę z telefonem.

Po cichu, nie budząc jej, wygramoliłem się na zewnątrz z naszej kryjówki, by dokładniej sprawdzić miejsce naszego schronienia. Wziąłem jeszcze raz do rąk mojego notebooka, próbując go bezskutecznie uruchomić. Trudno – pomyślałem. Włożyłem go z powrotem do plecaka, a plecak założyłem na plecy.

Po wyjściu z jaskini zauważyłem, że nasza kryjówka nie była żadną jaskinią wykutą w skale tylko ziemianką ogrodową wymurowaną z kamieni polnych, jakich pełno jest na tutejszych polach. Naszą jaskinię pokrywały różnego rodzaju kwiaty i ozdobne rośliny. Wokół niej rosło mnóstwo drzew owocowych i krzewów. Powoli udałem się w kierunku czarnej miedzianej furtki i starego płotu, cały czas rozglądając się dookoła siebie.

Ku mojemu zdziwieniu zauważyłem, że znajduję się w wielkim ogrodzie, bardzo kolorowym i pachnącym. Nagle usłyszałem szczekanie psa. Wystraszyłem się. Zatrzymałem się jak wryty za jednym z owocowych drzew. Jeszcze raz próbowałem przeanalizować całą sytuację z dnia wczorajszego. Jak to się stało, że znaleźliśmy się w tej ziemiance. Pamiętam, że jechaliśmy na rowerach z rodzicami, jednak nie pamiętam,dokąd jechaliśmy, ponieważ całą drogę ja i moja siostra bardziej zainteresowani byliśmy znalezieniem zasięgu niż podziwianiem otaczającego nas krajobrazu. Później mój upadek z roweru do rowu, deszcz, ciemność i jaskinia. Wszystko zaczęło układać się w logiczną całość i nawet te przerażające skowytania i dziwne odgłosy z oddali, które słyszeliśmy w nocy, to musiał być ten pies – pomyślałem.

Obróciłem się na pięcie i wróciłem szybko do mojej śpiącej siostry.

- Anka, wstawaj, wstawaj…ile można spać, wstawaj – krzyknąłem, szarpiąc ją za ramię.

Anka podniosła do góry głowę i pierwsze, co zrobiła to spojrzała na telefon.

- Ani jednej kreski, dlaczego, dlaczego – wymamrotała piskliwym głosem.

- No, wstawaj już, nie ociągaj się – krzyknąłem ponownie.

- Gdzie my jesteśmy Jacku – spytała Anka

- Słyszę szczekanie psa, gdzie my jesteśmy - spytała ponownie.

- Wygląda na to, że noc spędziliśmy w starej ziemiance ogrodowej, w pobliżu jakiegoś gospodarstwa – odpowiedziałem

- Wczoraj w czasie burzy,kiedy biegliśmy przez las, w gęstej mgle, nie zauważyliśmy jak wbiegliśmy do starego ogrodu i te odgłosy zwierząt, które słyszeliśmy, były odgłosami z przydomowego gospodarstwa – próbowałem wyjaśnić Ance, układając jeszcze raz wczorajsze wydarzenia w logiczną całość.

- A jak mi wyjaśnisz  te białe tajemnicze zjawy unoszące się powietrzu – wymamrotała Anka.

Uśmiechnąłem się do niej i powiedziałem:

– Chodź pokażę ci nasze tajemnicze zjawy.

Anka schowała smartfona do kieszeni, oczyściła kilkoma ruchami ręki swoje ubrania z wyschniętego już błota i razem poszliśmy w kierunku starej furtki.

Zatrzymaliśmy się tuż przed furtką.

- Patrz tam w prawo – powiedziałem do siostry. Kilka kroków od nas na długim sznurze wisiało pranie, białe prześcieradła, koszule, serwetki. Pranie powiewało na wietrze, wydawało się, jakby samo się poruszało. Spojrzeliśmy na siebie,uśmiechając się.

- Zobacz Anka, jak wyobraźnia może działać na nas, gdy jest ciemno – powiedziałem.

- A co wy tu robicie !!! – usłyszeliśmy głos tuż za nami. Stanęliśmy jak wryci, nie mogąc wydobyć ani słowa.

- Skąd tu się wzięliście i dlaczego tak się chowacie – powiedział tajemniczy głos. Wraz z wypowiedzianymi słowami usłyszeliśmy szczekanie psa.

- Maks, daj spokój, nie szczekaj. Cześć, jestem Antek. Nie znam was, musieliście niedawno przyjechać – powiedział tajemniczy głos.

Odetchnęliśmy z ulgą. Powoli odwróciliśmy się w kierunku tajemniczego gościa. Był to wysoki brunet, mniej więcej w moim wieku, ubrany w krótkie spodenki i luźną koszulkę.

- Czy jest tu może zasięg, choć jedna kreska albo Wi-Fi ? – powiedziała Anka.

- Przepraszam za siostrę, jej tylko jedno w głowie. Przyjechaliśmy przedwczoraj z rodzicami – próbowałem wyjaśnić Antkowi.

- Ja nazywam się Jacek a to jest moja siostra Anka. Razem z rodzicami przyjechaliśmy na Mazury na cudowne wakacje w dziczy. Tak mówili nam rodzice. Rodzice oczywiście zabrali nas ze sobą, nie mówiąc nam całej prawdy – ciągnąłem

- Jakiej prawdy ?- spytał Antek

- Rodzice, zabierając nas ze sobą, nie powiedzieli nam, że tutaj nie ma kontaktu ze światem, nie ma zasięgu, Wi-Fi. A ja muszę pogadać z koleżanką i w ogóle to szkoda gadać – mówiła Anka

- Ha, ha, ha – zaśmiał się Antek.

- Dajcie spokój, jest problem z zasięgiem, ponieważ z w zeszłym tygodniu piorun uderzył w nadajnik i od tamtej pory żaden telefon komórkowy nie działa – wyjaśniał Antek. – Jedyny kontakt ze światem to telefon stacjonarny.

- No to wszystko gra – ucieszyłem się.

- A kiedy będzie zasięg – spytała Anka.

- Nie szybko, awaria jest dosyć poważna i jej usunięcie może potrwać nawet dwa tygodnie – powiedział Antek.

- Masakra, to co my tu będziemy robić tyle czasu bez zasięgu, internetu i Wi-Fi – powedziała wkurzona Anka.