Rozdział VIII

Rozdział VIII  ( autorzy klasa II PG)

Następny dzień zaczęliśmy od przekonywania mamy na nocną wyprawę. Dziwnym trafem od razu się zgodziła i była równie podekscytowana jak my. Stwierdziła, że upiecze nam nasze ulubione ciastka, które piecze tylko na wyjątkowe okazje. Ku naszemu zdziwieniu nie siała żadnych obaw o nasze bezpieczeństwo, mimo tego, że parę dni temu nie mogliśmy oddalać się od domu.
     Późnym popołudniem zaczęliśmy pakować najpotrzebniejsze rzeczy. Zdawaliśmy sobie sprawę, że leśnik przyjdzie lada chwila, a my nadal nie byliśmy gotowi.
- Anka, masz wszystko? - zapytałem.
- Chwila, szukam mojej ulubionej czapki, ale po za tym wszystko spakowane. - odpowiedziała.
Mimo zapewnień mojej siostry, czułem, że czegoś brakuje. Moja intuicja nie zawiodła, okazało się, że zapomnieliśmy jednej z najważniejszych rzeczy - lornetki.
- Dzieciaki! Patrzcie uważnie pod nogi, jest coraz ciemniej i szybko możecie nabawić się kontuzji. - oznajmił leśniczy.
Wkrótce dotarliśmy do zamierzonego miejsca, ambony w środku lasu. Wszyscy mówili, że w pobliżu można spotkać nocą bobry, które mnie od zawsze bardzo interesowały.
Wszystko było w porządku, dopóki nie usłyszeliśmy dziwnych odgłosów dochodzących zza drzew. Obawialiśmy się, że mógł to być ogromny jeleń. Zwierzę wydawało przeraźliwe dźwięki, a my coraz bardziej się baliśmy. Odnosiliśmy wrażenie, że kieruje się w naszą stronę, ponieważ ryk był coraz głośniejszy.
- Boję się... - oznajmiła Ania.
Widziałem, że bardzo się przejęła zaistniałą sytuacją i czułem, że nie skończy się to dobrze. Leśniczy próbował nas uspokoić, lecz bezskutecznie.
- Spokojnie dzieciaki, jesteśmy bezpieczni. Mamy odpowiednie wyposażenie, po za tym jesteśmy na wysokiej ambonie, gdzie nic nam nie grozi. - powiedział leśniczy.
Chwilę później odgłosy ucichły, jednak spostrzegłem, że zza krzewu wystaje ogromne poroże. Wystraszyłem się, jednak nie chciałem dać tego po sobie poznać. Po za tym nie chciałem jeszcze bardziej denerwować Ani, która już drżała ze strachu. Szturchnąłem lekko leśnika, aby zasygnalizować go o stanie mojej siostry. On jednak uśmiechnął się ironicznie, nie pokazując zbyt dużego przejęcia. Miałem wrażenie, że zlekceważył mój sygnał, co mnie trochę zdenerwowało.
- Może wrócimy już do domu? Strasznie tu zimno, komary nie dają mi spokoju, a w dodatku czai się na nas jakiś ogromne bydle! - zaczęła marudzić dziewczynka.
Gdy nastała cisza usłyszałem znajomy chichot, ale pomyślałem, że mi się wydawało.
- Też to słyszycie? - zapytała zakłopotana Ania.
- Tak... - odpowiedziałem nie bardzo rozumiejąc całą tę sytuację.
Niespodziewanie zza krzaka wyskoczyła rozśmieszona do łez mama. Ogromnie cieszyła się, że udało jej się nas nabrać.
- Nie mogę uwierzyć, że tak bardzo się przestraszyliście. Omal nie pękłam ze śmiechu widząc wasze miny! - z pełnym entuzjazmem odpowiedziała mama.