Rozdział I

Rozdział I ( autorzy : klasa III PSP)

    Rozlokowaliśmy się w „swoich” pokojach, tzn. ja i Anka w jednym, a rodzice w drugim. Rodzice w jednym pokoju ok., ale ja i ….. siostra, to już lekka przesada. Ona ciągle jak nie z telefonem, to przed lustrem stoi, albo zadaje setki pytań typu:

 

 - A czy w tym dobrze wyglądam?

 

 - Czy moje włosy są ok.?

 

 - Te kolczyki do mnie pasują?

 

 - A czy to, tamto, siamto i owamto … I tak w kółko. Och my good, co ja tutaj robię?

 

  Rodzice byli bardzo podekscytowani tą DZICZĄ, ale mnie nie było do śmiechu. Tylko jedna myśl kołatała mi   

 

 w głowie:

- ZASIĘG, ZASIĘG, gdzie jest ZASIĘG? Może go ktoś widział, słyszał, namierzył? Chyba zeświruję!

 

 Z tego letargu wyrwały mnie słowa Anki:

 

- A co z kolacją? – spytała.

 

- Bo w lodówce to tylko światło.

 

- Mamy jeszcze kanapki z podróży – powiedziała mama. A rano po prostu będzie trzeba pójść i kupić pieczywo. Pan Adam, kolega taty,  mówił, że niedaleko stąd  jest taki mały sklepik, do którego codziennie przywożą świeży chleb i  bułki.

 

- Podobno najlepsze, naturalne, bez spulchniaczy… , w życiu takiego pieczywa nie jedliśmy – odrzekł tato.

 

- A skąd wiesz, że najlepsze? – odburknąłem  kręcąc się w kółko z laptopem trzymanym w rękach uniesionych lekko ku górze.

 

 -To niemożliwe, niemożliwe, musi gdzieś być! - byłem wściekły.

 

  Nagle rozległ się głośny i przeraźliwy pisk Ani. Czym prędzej wszyscy wbiegliśmy do naszego pokoju. Na środku  stała przerażona siostrzyczka.

 

- To, to… karaluch! – łkała.

 

- Kochanie, to mały robaczek a nie żaden karaluch – powiedział tato podnosząc z ziemi winowajcę całego zamieszania.

 

- Ja chcę do domu! Tu jest okropnie! Wszędzie insekty, podłoga skrzypi, żarówka mruga i pewnie zaraz całkiem zgaśnie! I jeszcze jedno! Chrapanie Jacka i ten jego śmierdzący płyn na pryszcze. Ja tego nie wytrzymam! – krzyczała rozhisteryzowana Ania.

 

- Mnie też nie odpowiada spanie z Tobą w jednym pokoju i słuchanie tych gadek o ciuchach, Justinie Biberze, „lajkach”, fociach,  odżywkach, lakierach  i  Bóg wie o czym jeszcze! – ryknąłem.

 

- Boga do tego nie mieszaj – powiedziała podniesionym głosem mama.

 

- Ja chcę ZASIĘGU, bo inaczej oszaleję! – krzyknęła Anka.

 

- I ja też!  – zawtórowałem.

 

- „Sięgaj, gdzie wzrok nie sięga, łam czego człowiek nie złamie” – ironicznie zaśmiał się tato.

 

- No wiesz, dałbyś spokój – fuknęła mama na tatę.

 

- A co, to człowiek nie może już nic powiedzieć!? – odparł podniesionym głosem tato. Nawet zażartować nie można. Czy ty nie widzisz, że nasze dzieci nie potrafią wytrzymać pięciu minut bez Internetu, zasięgu i jeszcze tych innych gadżetów? – kontynuował.

 

- Nie od pięciu minut, ale od dziesięciu godzin – wysyczał przez zaciśnięte zęby Jacek.

 

- Jak ty odzywasz się do taty? – oburzyła się mama.

 

- Ja muszę pogadać z Magdą! Miałyśmy obgadać coś  bardzo ważnego ! – wtrąciła siostrunia.

 

- Wy wszyscy powariowaliście! – krzyknął tato. Dom wariatów! Człowiek pracuje od świtu do nocy,  wypruwa sobie żyły i co ma w zamian?! No co? Pewnie gdyby to był hotel Gołębiewski albo lepiej Mariott, to, to …

 

- Spokój! Cisza! Uspokójcie się wreszcie! – wrzasnęła mama.

 

- Anka,  marsz do łazienki. Jacek wstaw wodę na herbatę! A ty mój drogi mężu, pościel łóżko. I ani słowa! Za kwadrans zapraszam na wspólną kolację.

 

    Chcieliśmy jeszcze coś powiedzieć, ale widząc mamę tak podirytowaną nie protestowaliśmy, tylko pokornie wykonaliśmy to, co powiedziała.

 

   Kolacja przebiegła w milczeniu. Ania była zamyślona i podenerwowana, gdyż bardzo szybko gryzła kawałek po kawałku kanapki z podróży. Mama nie mówiła nic, tylko od czasu do czasu głęboko oddychała, jakby czekała aż znowu któreś z nas rozpocznie temat zasięgu. Natomiast tato był jakiś tajemniczy. Jadł powoli popijając przy tym gorącą herbatę. To do niego zupełnie nie podobne – pomyślałem.

 

    Z kolei mnie cały czas dobijał fakt tego pustkowia, no bo jak tu żyć bez netu? Jednym słowem, średniowiecze.  Co  powiem znajomym  jak się spytają gdzie byłem ? Tu nawet „ snapa” nie można zrobić i wysłać…..!!!!!!!, ha! Wkurza mnie to, oj, jak mnie to wpienia! Nieźle dałem się wkręcić moim starszym. Dobrze, że nie słyszą o czym  w tej chwili myślę.  Chyba już lepiej jest chodzić do szkoły, bo tam przynajmniej jest Wi-FI, albo jechać do babci Stefy na wykopki, tam też jest zasięg. A tu! Też mi wakacje!

 

   Po kolacji,  każdy z nas zaszył się, jeżeli tak to można nazwać, w swoim pokoju. Mama przeglądała gazetę, Anka  bezskutecznie szukała jakiejkolwiek sieci telefonicznej, aż jej komórka padła. Tylko tato siedział na ganku zamyślony, chyba  układał  plan na kolejny dzień.

 

 - A ja co ? Ja to chyba wpadnę w depresję.  Próbowałem  już wszystkiego. Włączałem i wyłączałem laptopa; jakby to coś  miało pomóc, nawet odmówiłem „Zdrowaś Mario” z prośbą o jedną, jedną, maciupeńką kreskę. I nic. Było około północy kiedy położyłem się do  łóżka. Nie dam za wygraną,  nie poddam się – jutro z pewnością znajdę zasięg, choćby nie wiem co!!!!

 

  Wczesnym rankiem, a było to około ósmej, obudził mnie zapach jajecznicy. MNIAM! Czułem się nieco dziwnie. Chyba się wyspałem – pomyślałem. W pokoju nie było ani Ani, ani   jej telefonu!

 

 - Hura! Siostrzyczka  znalazła zasięg!  Ona nigdy nigdzie nie rusza się bez swojego różowego smartfona. Nawet do łazienki z nim chodzi. Śmieszne. Włączyłem kompa.

 

 -I co?  Nadal ten bezsensowny, beznadziejny, wkurzający na maksa napis : BRAK POŁĄCZENIA Z SIECIĄ. Zero kresek.

 

   Szybko się ubrałem i z laptopem w ręku zszedłem na śniadanie. O dziwo nikogo nie było w domu. Gdzie oni wszyscy są?  Na stole czekała na mnie jajecznica. Zjadłem w pośpiechu i czym prędzej wybiegłem z domu. Jakie było moje zdziwienie. Anka  jedną ręką trzymała kierownicę od roweru, a drugą – w górze telefon. Pewnie głupio wyglądałem, stojąc jak wryty, bo przecież moja sister jest antysportowa.

 

- Aniu ,Ty umiesz jeździć na rowerze!? – krzyknąłem.

 

I w jednej chwili wszyscy się odwrócili w moją stronę, tylko  moja siostrzyczka  nie zareagowała i ciągle  kręciła się w kółko na starej bryce.

 

- Dzień dobry- powiedziała mama.

 

- Dzień dobry – odpowiedziałem. Dziękuję za jajecznicę.

 

- Proszę bardzo, Jacku.

 

- Witaj synu, jak ci się spało? A może coś Ci się przyśniło – powiedział tato. Mówią, że sny na nowym miejscu się spełniają.

 

-  Hej, tato – odparłem, niestety nic mi się nie śniło.

 

- A szkoda, bo może byłaby szansa na połączenie z siecią……- żałowałem.

 

- A po co ci ten laptop? – spytała mama.

 

- Jak to po co?  Muszę złapać kontakt  ze światem, bo kumple zgłoszą moje zaginięcie na policji. Wiesz, jak to jest nie ma Cię w sieci, to nie istniejesz….

 

- Oj, daj spokój z tym zasięgiem – rzekła mama. Tato przygotował dla nas wspaniałą niespodziankę. Mam nadzieję, że wam  się spodoba.

 

- Ja na żadne niespodzianki się już nie piszę – krzyknęła Anka. Już jedna wystarczy. Mam tego dość. Od wczoraj  bezskutecznie szukam choćby jednej kreski zasięgu. I nic. Tu jest kompletna głusza. Nawet jakby nas wilki zaatakowały, to nikt nam nie przyjdzie z pomocą. Ja wracam do domu. Do cywilizacji, czy to się wam podoba czy nie! Już i tak długo czekałam cierpliwie!

 

 Ania nie dokończyła, gdyż wtrąciłem się i ja.

 

-  Ja też chcę wracać do domu. I obiecuję, że już zawsze będę pamiętał o wynoszeniu śmieci. Tylko proszę, wracajmy.

 

- Nic z tego – powiedział tato. Przecież każdy marzy o tym, aby choć raz w życiu być na Mazurach. Rozejrzyjcie się dookoła: drzewa, jeziora, śpiew ptaków, świeże powietrze.

 

- Tato, zejdź  na ziemię – powiedziała siostra. Drzewa, ptaki, powietrze też mamy. A zamiast jeziora basen miejski.

- I do tego z WI FI – dodałem.

 Tato tracił cierpliwość.

 

- Kochani – powiedziała mama. Mam dla was wszystkich propozycję. W szopie są jeszcze dwa rowery. Jeden dla ciebie Jacku, a drugi dla mnie i taty.

 

- Jak to? - spytaliśmy równocześnie z Anką.

 

- A no, tak to. Tandem. Podwójny. Nie wiecie, co to za  rower? A przecież tak świetnie znacie się na bajtach, megapikselach,  rozdzielczości ekranu i innych tam takich…..  Teraz  poznacie nieco inne smaki, a właściwie, co to takiego wspólna rodzinna przejażdżka rowerowa. Dlaczego Mazury nazywane są Krainą Tysiąca Jezior? Tu niezależnie od pogody,  można świetnie  spędzić czas nie dotykając laptopa , telefonu czy tabletu…

 

- Coś mnie to nie przekonuje- powiedziałem delikatnie.

 

- A wiecie, że w młodości pokonaliśmy tu z mamą niejedną trasę rowerową ?Że  nieraz zgubiliśmy się, jadąc „ na skróty"?

- zagaił tato.

 

- Trudno się dziwić, nie mieliście przecież GPS!- zakomunikowała siostra.

 

- Oczywiście ,że nie mieliśmy, nie wiedzieliśmy nawet, że coś takiego może kiedyś być…- tłumaczyli się rodzice nieco zarumienieni.

 

- Jest jednak jeden problem ciągnący się od lat…..

 

- Jaki ?- zawołaliśmy wspólnie.

 

- Nie wiecie? Nie czujecie ?- rodzice byli coraz bardziej tajemniczy…

 

- AAAAAA! – Komary!!!!!…..w nogi, na rowery, tną jak  szalone.!